Pamiętam ten dzień jak wczoraj – stoję po pas w błocie na ciasnej parceli pod Warszawą, a moja stara minikoparka, ta z 2018 roku, odmawia posłuszeństwa. Silnik rzęzi, hydraulika kapituluje, a ja już widzę lawetę, która przyjedzie mnie wyciągnąć z tej brei za grube tysiące. „Ksawery, to koniec” – myślę sobie, klnąc pod nosem. Ale wtedy pożyczyłem Kubotę U17 od kumpla i… rewolucja. Ta mała bestia wgryzła się w grunt jak wściekły terier, wyciągnęła robotę w pół czasu i nie dała się pokonać. W 2026 roku modele jak Kubota U17 ewoluują – kompaktowe, wytrzymałe, z nano-podobnymi ulepszeniami w hydraulice i ergonomii. Jeśli szukasz maszyny, która nie zawiedzie w terenie, czytaj dalej. To nie magia, to japońska precyzja.
Tag: minikoparki
-

Unikanie pułapek w błocie – jak nie utknąć w brei i nie skończyć jako „pomnik operatora”
Cześć, twardziele i twardzielki z placu budowy! Tu Ksawery, wasz facet, który nie raz nurkował w błocie po osie i wychodził cało – dzięki odrobinie sprytu. Dziś temat, który każdy operator zna z autopsji: błoto.
Ta zdradliwa maź, która wygląda niewinnie, a potrafi wciągnąć maszynę jak bagno w horrorze. Pamiętam jedną robotę pod Krakowem po ulewie – gliniasty grunt, minikoparka Kubota U17, a ja myślę: „Drobiazg, wjadę i wyjadę”. Kończy się na tym, że utykam po gąsienice, ekipa ciągnie linami, a szef klnie jak szewc.
-

Jak minikoparka uratowała mi tyłek – historia z rowu
Cześć, ekipo!
Pamiętacie, jak w pierwszym wpisie obiecałem wam historię, jak minikoparka uratowała mi życie? No to siadajcie wygodnie, włączcie sobie coś mrocznego z dark country – ja polecam „In Hell I’ll Be in Good Company” The Dead South, bo brzmi jak soundtrack do tej opowieści – i posłuchajcie.
-
Volvo ECR18E – elektryczna bestia, która nie ryczy, ale gryzie błoto jak trzeba: recenzja z pierwszej ręki
Witajcie, tu znowu Ksawery, wasz stary wyjadacz z placu budowy, który zamiast siedzieć w fotelu z piwem, woli sterować w kabinie.
Dziś biorę na warsztat Volvo ECR18E – tę elektryczną wersję z 2025 roku, którą testowałem na jednej robocie w Krakowie. Wyobraźcie sobie: ciasny plac w centrum miasta, bloki dookoła, sąsiedzi wściekli na hałas, a ja wjeżdżam tą małą bestią bez ryku silnika. Zero spalin, zero wibracji, tylko ciche buczenie i kopanie. Ale zanim powiecie „ekologia to bajka dla hipsterów”, poczekajcie – ta maszyna to nie zabawka na baterie AA, tylko poważny gracz w klasie 1.8 tony. A ja, po tygodniu męczenia jej w błocie i kurzu, mam dla was pełną recenzję: z zaletami, wadami, błędami nowicjuszy i odrobiną czarnego humoru, bo na budowie bez niego to jak kopać bez łyżki – wolno i boleśnie.
